Likorek

Archive for Listopad 27th, 2009

KOn

by admin on lis.27, 2009, under Bez kategorii

Nie lubię pożegnań .Zawsze jest tak smutno … Niestety dla jednej przyjemności trzeba poświęcić drugą … Czasami warto xP Jeszcze dziś przywitam Niemcy i jeszcze dziś koncert . Nie wytrzymam . Nagle poczułam , że coś wibruje mi w kieszeni (bez skojarzeń xP). wyciągnęłam komórkę : dzwoni Mama .
- Cześć mamuś , coś się dzieje ? – zapytałam grzeczniutko
- Czy mi się wydaje czy samolot macie o 16?
- Nie zdaje ci się – odpowiedziałam bardzo inteligentnie pytanie na pytaniem.
- Wiesz kochana , bo już jest 14 .
- Co ?! – Krzyknęłam
- Zbieraj się szybko ja już w samochodzie czekam .
Nie odpowiedziałam. Rozłączyłam się . Opuszczam Polskę na 2 miesiące . Pff .. Coś mi się na melancholie wzięło .
- Słuchajcie . Jedziemy . Pilnować bazy jak oczka w głowie . – powiedziałam i przytuliłam się do chłopaków . Będzie mi ich brakować . – No to paa .
- Ej Dośka tylko ty mi z tym Kaulitzem tam nie szalej za bardzo . – dogryzł mi na koniec Kubuś
- Oh . oczywiście tatusiu .
Dosia pożegnała się z chłopakami i pobiegłyśmy . Mama już czekała na nas w aucie . Pojechałyśmy na Balickie lotnisko i dopiero teraz zdałam sobie sprawę , że ja przecież panicznie boję się latać samolotem . Serce łomotało mi coraz bardziej kiedy zbliżałyśmy się do lotniska . Wysiadłyśmy z auta i poszłyśmy na odprawę . Coraz bardziej się bałam .
- Dosia . Cholera jasna ja nie wsiądę do tego samolotu ! – szepnęłam do mojej przyjaciółki . Popatrzyła na mnie dziwnym ,pytającym wzrokiem . widocznie nie wiedziała . jedyny kto wiedział o moim lęku to Aneta .
- Nie martw się to nic strasznego . – Pocieszyła mnie . Czas pożegnania z mamą . Nie miałyśmy zbyt dużo czasu . Mimo mojego buntowniczego wieku miałam z mamą dobre kontakty . Pożegnałyśmy się i zostawiłyśmy moją mamę w tyle . Mój strach narastał bardziej i bardziej. Koniec rękawa (korytarzyk ,którym isę przechodzi do samolotu ) . Stanęłam jak wryta .
- Nie wejdę tam ! – Powiedziałam przerażona .
- Oj ty mały Tchórzu . Pomyśl o Magdeburgu i o Tomie . – Poradziła mi Ika i sama weszła przede mną . Nie miałam wybory weszłam powoli i usiadłam koło Dosi . Zamknęłam oczy ,ale nie było mi dane wejść w strefę marzeń ponieważ z głośników popłynął głos stewardesy
- Prosimy o zapięcie pasów i wyłączenie komórek . Przewidywany przylot o godzinie 17:30 . Życzymy miłego lotu.
- O mój Boże , co ja tu robie ? – pomyślalam – Spokojnie, tylko spokojnie . Włożyłam iPoda na uszy i ponownie zamknęłam oczy .
Und du fragst auch noch dumm
Ob ich sauer bin – warum
Was soll sein – ich hau dir eine rein …
- Dośka . Wstawaj zaraz lądujemy – usłyszałam cichy szept mojej przyjaciółki
- Co ? Gdzie ja jestem ? – powiedziałam zaspana
- Zaraz lądujemy .
- Że co ! Jak . Ludzie co ja tu robie – wybudziłam się na dobre i zaczęłam panikować .
- Spokojnie . Już jesteśmy nad lotniskiem zaraz lądujemy – uspokoiła mnie Dosia , a ja tylko wpiłam się w fotel i modliłam się by być juz na lądzie .
Wreszcie czuję grunt pod nogami . Poszłyśmy po nasze bagaże z Iką . Oczywiście musiłyśmy czekać około 10 miut bo tam lotniska są tak niezorganizowane , że cholera może wziąć . Wyszłyśmy przed budynek i zaczęłyśmy wypatrywać cioci Katrine .
- Donia , Donia ! Tu jestem . – jak zwykle ciocia . Dla niej jestem Donia (przyp.aut. nie wiem dlaczego ,ale kojarzy mi się z doniczką). Podszedłyśmy do auta i przywitałam się z ciocią , a potem przedstawiłam jej Dosię . Trochę się dziwiła , że mamy takie same imiona , ale ona zawsze była taką trochę dziwaczną ciotką . No cóż artystka. Wsiadłyśmy do jej samochodu (seat ibiza) i pojechałyśmy . Przez całą drogę Katerine o coś pytała a my odpowiadałyśmy . Wreszcie auto się zatrzymało , a moim oczom (i nie tylko ) ukazała się piękna willa .
- Ciociu ! Jaką ty żeś sobie chate zrobiła – wyrwał mie się krzyk . Byłam naprawde zdziwiona bo willa była piękna.
Od tąd pisała Dosia :P P
Dosia stanęła przed willą jak wryta.
-Ej Ika, co jest? – spytałam
-…
-Heejj, Ziemia do Dosi!
-Yyy, co mówiłaś?
-Fajna willa, nie? -spytałam
-No…a z kim jeszcze ciocia tu mieszka?
-Z moim kuzynem, ale on rzadko bywa w domu…wiesz koncerty, imprezy…
-Aha
-Noo, dziewczyny chodźcie już…-ciocia
No i wzięłyśmy walizki i wlazłyśmy do willi
Narracja Dosi
Jej, weszłam do tego wielkiego domu za Dośką i doznałam szoku. To było coś niezwykłego – piękny, długi hall,po prawej szerokie przejście do kuchni, po lewej 2 kanapy, duży telewizor, na środku szklany stół. Na wprost mnie były schody.
-Dominiczki, zanieście swoje walizki na górę. – Doniu, Twój pokój jest po lewej stronie, a Twój Domi po prawej. Każda z Was ma osobną łazienkę. A ten pokój po środku jest mojego syna – Matta. – powiedziała ciocia Dośki
Zrobiłiśmy z Rocky, to co mówiła ciotka. Nacisnęłam klamkę od drzwi…Ukazał mi się śliczny pokój – pomarańczowe ściany, liliowy sufit, na podłodze panele. W prawym rogu pokoju było łóżko z jasnofioletową pościelą. Na środku ściany mieszczącej się naprzeciw drzwi było okno. “Jakie piękne widoki” – pomyślałam. W pokoju było wiele ‘bajerów’. Zostawiłam walizkę i zaczęłam się rozpakowywać, w końcu miałam tam zostać 2 miechy. “Ten wyjazd to bajka, realna bajka, no i brakuje mi jeszcze księcia”.
Wyciągnęłam z plecaka (bo go miałam na plecach, był to mój ‘podręczny bagaż’ w samolocie) moje zabytkowe mp3. Założyłam słuchawki na uszy i poleciało “Tears don’t fall” – Bullet For My Valentine. Najpierw zaczęłam cicho nucić, później śpiewać.(Cały czas układałam ciuchy w szafkach i wieszałam w szafie). Do pokoju wpadła Dośka.
-Eejj! – zaczęła krzyczeć – Mam ważną wiadomość…- no i kopnęła mnie w tyłek
-Co robisz debilu?
-Gówno…no wyciągaj te słuchawki z uszu i słuchaj mnie.
-No, oki. Nawijaj
-Hmmm, wiesz, no, szybko, zaraz, idziemy…-Dośka nie wiedziała jak TO powiedzieć
-Spokój, wycisz się, policz do 10
-Nie mamy czasu, bo za 1 h jedziemy na koncert!
-Czyj?
-Yyy, Tokio Hotel!!
-Aa, to fajnie, Ty pewnie zaraz popuścisz – zaczęłam się śmiać i wystawiłam jej język, a ona znowu kopnęła mnie w tyłek
-No, to chodźmy zjeść obiad
I poszłyśmy na dół, usiadłyśmy przy stole, przy spaghetti. Dośka zaczęła zajadać, no i ja też. Na początku czułam się trochę nieswojo, ale ciotka była na serio spoko.
Z trudnością skończyłam ‘penetrować’ talerz i popiłam go szklanką soku pomarańczowego, który uwielbiam. Dośka pobiegła na górę się szykować, to i ja też poszłam.
Było ciepło, więc ubrałam fioletową bluzkę w czarne czaszki, jeansowe, wycierane, obcisłe rybaczki i tradycyjne czarne trampki za kostki. Wiedziałam, że będą tam ‘napalone’ fanki TH, więc nie chciałam wyglądać tak, jak one (oczy pomalowane na czarno, tego samego koloru paznokcie itp…). No i wiedziałam, że będą też takie ‘roshoffe’ Niemki w miniówach i z tlenionymi włosami.No i przyszedł czas na makijaż. Postanowiłam zrobić ‘ramki’ dla oczu w postaci czarnych kresek i rozetrzeć je
jasnofioletowym cieniem, potuszowałam rzęsy, pociągnęłam usta jasnoróżowym, pysznym błyszczykiem. Popatrzyłam się w lustro – czegoś jednak brakowało…”Wiem! Podkreślę brwi.” ‘Pociągnęłam’ je lekko brązową kredką. Czas na włosy…Hmm…rozczesałam je i lekko ’spuszyłam’. “Sądzę, że jest świetnie”. Jeszcze chwyciłam torebkę, wpakowałam tam komórkę, mój pyszniutki błyszczyk i mgiełkę do ciała.
Zamknęłam pokój, w którym był okropny bałagan.
Zeszłam ze schodów. W ‘telewizyjnym’ siedziała ciocia z jakimś długowłosym chłopakiem.Rozmawiali …Hmm…troszkę się przestraszyłam…serce zaczęło walić.Kręcili mnie tacy goście
Dośka podbiegła do mnie (nie wiem skąd się wzięła!) i wyciągnęła przed dom (przerwała tę rozkoszną chwilę). Była tak podekscytowana…Zauważyłam, że świetnie wygląda. Była ubrana w zielono-szarą koszulkę z napisem “Independent Girl”, szarą spódnicę za kolano i zielone trampy. Oko pociągnięte zielonym i szarym cieniem, rzęsy potuszowane, włosy wyprostowane…brakowało błyszczyka…Dałam jej swój. Pomalowała się…
-O fuj, ale słodki – narzekała
-A weź, on jest pyszny Małpo – wystawiłam jej jęzor, a ona znowu kopnęła mnie w tyłek
-Za to kopanie nie mówię Ci, że ładnie wyglądasz
-Nie no, coś Ty wcale nie powiedziałaś – zaśmiała się – No, Ty wyglądasz bosko
-Cha, cha…no, Ty wyglądasz jak królewna – Dośka się zburaczyła – hmmm, ale brakuje Ci korony…lepiej nie brać, bo by Cię zabiły jeszcze – zaszydziłam
-Dziewczyny, wskakiwać do auta…-powiedziała ciocia
Weszłyśmy do auta, wiedziałam, że będzie niezła ‘jazda’ na koncercie.

Komentarze są wyłączone more...

Looking for something?

Use the form below to search the site:

Still not finding what you're looking for? Drop a comment on a post or contact us so we can take care of it!

Visit our friends!

A few highly recommended friends...